Lęk przed doświadczeniem psychodelicznym


Lęk przed doświadczeniem psychodelicznym

Pod jednym z filmów pojawiło się takie pytanie:

Jak mam się pozbyć lęku przed wzięciem psychodelików – mam za sobą mocny „bad trip”, i po tym zajściu chcę znowu to wziąć. Aya mnie wola, że aż mam łzy w oczach, ale strach mnie paraliżuje (oczywiście wiem, że to ego się zesrało, bo dostało ukucie szpula w tyłek)… Od tego czasu mam też lęk przed śmiercią. Chce pojechać na Iboge-mam mocne zaburzenia lękowe



To pytanie to klasyk gatunku – walka między ciekawością ducha a instynktem przetrwania wbudowanym w nasze ego. Pytanie jest na tyle ciekawe i często powtarzane, że odpowiem szerzej jako wpis na blogu.


Lęk przed bad tripem. Lęk przed śmiercią ego.


Ten lęk nie jest błędem w systemie. To znak, że Twój organizm i psychika działają prawidłowo. Zawsze, kiedy dochodzimy do „progu”, czujemy te siły jako dwa sprzecznie działające wektory, które tworzą w nas gigantyczne napięcie.

Oto jak do tego podejść, żeby nie wdawać się w bratobójczą walkę z samym sobą:


# 1. Zrozum, kogo właściwie się boisz

Twój lęk przed śmiercią jest w tym kontekście bardzo logiczny. Dla Twojego ego rozpuszczenie barier, które fundują psychodeliki, jest rodzajem śmierci. Ego to ten głos w głowie, który mówi: "Ja jestem jedyną inteligencją, reszta to chaos, kiedy przestanę kontrolować sytuację – wszystko się rozpadnie. Lęk przed śmiercią to w istocie lęk przed porzuceniem kontroli


Ego się boi, bo traci stanowisko dyrektora zarządzającego Twoim życiem. Dusza (czy jakkolwiek to nazywasz) woła, bo chce zobaczyć, co jest za tą kurtyną i czuje instynktownie, że tylko schodząc do „piekieł podświadomości” można dokonać aktu – uwolnienia demonów, integracji naszego cienia.


Zamiast walczyć z lękiem, przybij mu piątkę. Powiedz sobie: Dzięki, ego, że chcesz mnie chronić, ale teraz tylko na chwilę usiądziesz na tylnym siedzeniu. Wejdź w relację z tą częścią ciebie, która się boi. Zapytaj się uczciwie, przed czym próbuje cię ochronić.


# 2. Edukacja to najlepszy środek uspokajający

Lęk często karmi się niewiedzą. Jeśli boisz się, że "Twoje serce stanie" albo "oszalejesz na zawsze", sprawdź fakty (oczywiście mowa o substancjach klasycznych jak psylocybina czy LSD):

* Fizjologicznie te substancje są bezpieczniejsze niż alkohol czy nikotyna.

* Twoje ciało będzie oddychać samo, serce będzie bić dalej, nawet jeśli Ty będziesz w innej galaktyce.

* Wiedza o tym, jak działa substancja, to Twój pas bezpieczeństwa.


# 3. Święta trójca: Set, Setting & Sitter

Nie pozbędziesz się lęku całkowicie, ale możesz go zminimalizować, dając sobie poczucie bezpieczeństwa:

* Set (Nastawienie):Nie wchodź w proces w trakcie życiowego kryzysu albo po ciężkiej kłótni. Musisz czuć, że chcesz, a nie że musisz. Popracuj z medytacją, oddechem, przyzwyczaj siebie na sucho do momentów w których myślący umysł znika i masz się z tym dobrze

* Setting (Otoczenie): Tylko miejsce, które znasz i w którym czujesz się bezpiecznie. Miękkie koce, dobra muzyka, zero ryzyka, że zapuka kurier albo mama. Otoczenie to b.ważna rzecz. Psychodeliki wszystko będą wzmacniać.

* Sitter (Opiekun): To klucz do opanowania lęku przed śmiercią. Musisz mieć obok kogoś, komu ufasz. Kogoś, kto w razie Twojej paniki po prostu złapie Cię za rękę i powie: „Spokojnie, to tylko odmienny stan świadomości, za parę godzin minie, jesteś bezpieczny.


# 4. Metoda małych kroków

Kto powiedział, że musisz od razu rzucać się na głęboką wodę i zaliczać "ego death"?

* Zacznij od mikrodawkowania albo bardzo małych dawek (tzw. museum dose).

* Poznaj strukturę tego stanu. Zobacz, jak zmienia się percepcja, gdy jeszcze masz pełną kontrolę.

* Oswajaj się z "pukaniem do drzwi", zanim postanowisz je wyważyć barkiem. Zbliżaj się do progu małymi krokami, wchodź tylko na taką głębokość, żebyś jedną nogą stał w pełnej obecności i przytomności. Iboga jest fenomenalna w takiej pracy. Nie jest tak emocjonalna jak np. Aya.


# 5. Mantra "Poddaje się" (Surrender)

W psychodelikach najgorsze tripy biorą się z oporu. Opór rodzi napięcie i cierpienie. To tak, jakbyś wpadł do rzeki i próbował płynąć pod prąd – tylko się zmęczysz i przestraszysz.


Najlepszą radą, jaką kiedykolwiek usłyszałem, jest: 

“Jeśli zobaczysz potwora, podejdź do niego i zapytaj, czego chce. Jeżeli chce cię zjeść, daj mu się zjeść. Jeśli poczujesz, że umierasz – umrzyj."


To brzmi hardkorowo, ale w tym stanie "poddanie się" jest kluczem do spokoju. Kiedy przestajesz walczyć o życie, okazuje się, że wcale go nie traciłeś. Często moment „odklepania w matę” to początek naszej prawdziwej podróży.


Słowo na koniec.

Jeśli ten lęk jest paraliżujący albo jeśli masz w rodzinie historię chorób psychicznych (schizofrenia, ChAD), to ten głos ego może być po prostu Twoją intuicją mówiącą: “Nie teraz”. Słuchaj jej. Psychodeliki to narzędzie, a nie obowiązek. Szanuj swój lęk. On też spełnia w Twojej przygodzie ważną funkcję. Nie ulegaj mu, ale go szanuj.


Lęk przed psychodelikami ma też w sobie aspekt lęku kulturowego. 


Nasza kultura przez wieki uczyła nas, że to, co trudne, mroczne albo instynktowne, pochodzi od "diabła" albo jest "patologią", którą trzeba wyciąć, zamiast ją zintegrować.


Tylko że nasz cień to nie królestwo diabłów i demonów, to niekochany, nieprzyjęty, wyparty  fragment Ciebie, którego nie pokonasz oporem, walką, egzorcyzmami. Możesz tę chorującą część rozpuścić miłością i obecnością.


Często boimy się psychodelików, bo podświadomie wierzymy w kulturowy mit "potworów w szafie". Wychowaliśmy się w narracji, gdzie mrok jest czymś zewnętrznym, złem, które może nas opętać lub zniszczyć. Tymczasem to, co nazywamy "złą podróżą", to często podróż przez nasze własne, wyparte emocje, które domagają się uwagi. Podczas podróży psychodelicznych nie spotykamy nikogo poza sobą, tylko w powiększeniu.


Budowanie wewnętrznej nieustraszoności nie polega na byciu twardzielem, ale na byciu uważnym świadkiem. Możesz trenować tę obecność każdego dnia, bez żadnych substancji:

* Nie odwracaj wzroku: Gdy poczujesz ukłucie zazdrości, przypływ gniewu czy falę smutku, nie uciekaj w telefon ani w pracę. Zostań z tym. Pozwól swoim emocjom opowiedzieć swoją historię bez etykietowania ich.

* Ciekawość zamiast oceny: Zamiast mówić "czuję coś złego", powiedz "czuję napięcie w klatce piersiowej, to ciekawe". Patrz na swoje emocje z taką samą fascynacją, z jaką dziecko przygląda się robaczkowi na chodniku.

*Oswajanie cienia: Jeśli nauczysz się akceptować swoją "małą ciemność" w kolejce do kasy czy w korku, to kiedy staniesz twarzą w twarz z jej większą wersją w trakcie głębokiego doświadczenia, nie uciekniesz w panikę. Rozpoznasz w tym siebie.


Pamiętaj: w ciemnym pokoju nie ma potworów – są tylko rzeczy, na które jeszcze nie padło światło Twojej świadomości. W ciemności wszysko jest dużo groźniejsze niż w świetle


Psychodeliki nie "stwarzają" Twoich lęków; one działają jak szkło powiększające. Jeśli nauczysz się uśmiechać do swoich słabości na co dzień, to szkło powiększające pokaże Ci po prostu kogoś, kto zasługuje na współczucie i miłość, a nie kogoś, kogo trzeba się bać.


I teraz najważniejsze. Wchodząc w szamański proces, wchodzisz na Ścieżkę Bohatera. Nie przychodzisz na ceremonię jako ofiara, przychodzisz jako bohater, który składa ofiarę ze swojej możliwości bycia ofiarą. Trochę humoru, lekkości, wzięcia w nawias siebie i pomyślenia o swoich problemach jak o przygodach, a o sobie jako o Bohaterze, który musi stawić czoła różnym przeciwnościom losu, żeby potwierdzić swoje powołanie. To pomaga. Bardzo pomaga


Czy czujesz, że takie podejście do "codziennego treningu uważności" zdejmuje trochę ciężaru z tej wielkiej, ostatecznej decyzji o podróży? Podziel się refleksją ze swoich “przygód” w komentarzu.


Chcesz dowiedzieć się więcej o przygotowaniu do ceremonii i integracji doświadczenia psychodelicznego? Przygotowałem dla Ciebie ebook, w którym krok po kroku prowadzę cię przez ten fascynujący proces.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zapiski Suwerena. Jak wyplątać się z Matrixa i zostać Suwerenem. W kilku prostych krokach.